08 lutego 2018
23:34
Antoni Cichy
Kiedy osiągasz niemal wszystko... czasami wcale nie jest tak łatwo, jak to wygląda - rozmowa z Gregorem Schlierenzauerem

Gregor Schlierenzauer wygrał niemal wszystko, co jest do wygrania na skoczni, bił rekordy, dominował. Później przyszło załamanie, uczucie wypalenia, zawieszenie kariery dzień po 26. urodzinach, kontuzje. Wrócił, nie lata już tak daleko, ale czuje się szczęśliwy.

Jaką osobą jest dziś Gregor Schlierenzauer?

Myślę, że wciąż jestem dość młodym chłopakiem. Mam 28 lat i oczywiście dużo większy bagaż doświadczeń niż w wieku 16 lat, kiedy pojawiłem się w Pucharze Świata. Za mną niesamowite, pozytywne momenty, ale też i te negatywne. Teraz żyję życiem sportowca i jestem z tego powodu naprawdę szczęśliwy.

Co jest trudniejsze, zdobycie szczytu w tak młodym wieku czy próba powrotu?

Trudno to rozstrzygnąć. Żadna z tych dróg nie jest prosta. To zależy od wielu czynników, od formy, od organizmu, od stanu psychicznego. Moim zdaniem najtrudniej jest utrzymywać wysoki poziom przez długie lata.

Co jest kluczem do sukcesów w skokach narciarskich? Głowa czy forma fizyczna?

I to, i to. Potrzeba techniki przystającej do nowoczesnych standardów, dobrego sprzętu, dobrego materiału na kombinezony, odpowiedniego stanu umysłu, przygotowanego organizmu. Po prostu wszystkiego. W ostatnich sezonach moja technika nie stała na najwyższym poziomie.

Problemy z techniką wywołują problemy z psychiką czy odwrotnie?

Nie da się powiedzieć, które problemy przychodzą jako pierwsze. Zawsze starasz się utrzymywać na najwyższym poziomie, dochodzić do limitu. Zawsze starasz się, robić wszystko, co najlepsze, z technika. Ale kiedy przez lata jesteś na szczycie, kiedy w wieku 16 lat trafiasz do Pucharu Świata i przez 10 lat dajesz z siebie wszystko, jak pokazuje droga, którą przeszedłem, czasami zaczynasz odczuwać zmęczenie. Czujesz się wypalony. Tak się dzieje. A teraz wróciłem i staram się powrócić na szczyt. Oczywiście, droga nie jest prosta, zdaję sobie z tego sprawę, ale mam też świadomość swoich uczuć i jestem pewny, że mogę to zrobić.

Czy w którymś momencie przekroczyłeś swój limit?

Nie.

[reklama]

Co powodowało tak ogromny ból, który doprowadzał nawet łez? Uczucie pustki?

(chwila ciszy) Dokładnie. Kiedy osiągasz niemal wszystko w tak młodym wieku... czasami wcale nie jest tak łatwo, jak to wygląda z boku.

Który ból sprawia większe cierpienie? Fizyczny czy psychiczny?

Myślę, że tu także jedno łączy się z drugim. Nie da się powiedzieć, który doskwiera bardziej. Wszystko przyszło naraz w jednej chwili.

Zastanawiałeś się w młodym wieku, co może się stać, kiedy nagle osiągniesz właściwie wszystko?

Nie, to przychodzi samo z siebie. Kiedy robisz to, co kochasz, robisz to z powodzeniem, wszystko jest fajne. Ale do tego trzeba ogromnych pokładów energii. Przez 10 lat święciłem sukcesy, odnosiłem niesamowite zwycięstwa. To oczywiście kosztowało mnie sporo energii, bo trudno tego dokonać. A teraz po rocznej przerwie od sportu wróciłem pełen energii, zmotywowany. Trzeba też pamiętać o kontuzjach, nie zawsze łatwo po nich wracać. Wszedłem już na właściwą drogę i czekam na to, co przede mną.

Jak trudno jest na nowo zdefiniować cele? Prawdopodobnie teraz masz inne, niż kiedy byłeś na szczycie.

Myślę, że nasze cele zmieniają się wraz z wiekiem. Kiedy jesteś młodszy, masz inne, niż potem kiedy przybywa lat. To całkiem normalne.

Twoje wykraczają poza skocznie?

Tak, oczywiście, dotyczą także przyszłości, życia osobistego.

Skoro mówimy o życiu osobistym. Jak bardzo to, co prywatne, wpływa na to, co w sporcie?

Jedno zawsze musi współgrać z drugim. Kariera sportowa to tylko krótki wycinek życia. A zwykłe życie, przyszłość to znacznie większa scena tego teatru, o którym myślimy, w którym umieszczamy swoje plany. Wydaje mi się, że to normalny proces, który przychodzi, kiedy stajemy się starsi.

Warto przekonać się czasem, kiedy wali się cały świat, kto jest prawdziwym przyjacielem?

Nigdy nie miałem wątpliwości, że kiedy odnosisz sukces, wszyscy stoją po twojej stronie, a kiedy już nie idzie tak dobrze, kiedy masz kłopoty, zostaje tylko garstka przyjaciół. Ale to także nic nadzwyczajnego, doświadczenie, przez które trzeba przejść. Ciekawie było zobaczyć, kto zostanie. Nic poza tym.

Gdybyś miał jeszcze raz 20 lat, poszedłbyś tą samą drogą?

Nie ma sensu rozmawiać o przeszłości. Myślę, że osiągałem naprawdę wielkie rzeczy w przeszłości, wszystko szło pięknie. Jasne, gdybym cofnął się i jeszcze raz żył, dokonałbym pewnych małych zmian. Nie ma w tym jednak nic dziwnego. Nie możemy mówić, że coś jest właściwe, a coś złe. Wszystko składa się na doświadczenie, a z każdym przebytym doświadczeniem jesteś coraz mocniejszy, silniejszy mentalnie, spełniasz się, robisz to, co naprawdę chcesz.

Przygotowując się do powrotu, trenowałeś z Simonem Wallnerem*. Dużo daje spotkanie ludzi, którzy walczą ze swoimi słabościami?

Patrzenie na przyjaciół, którzy realizują swoje cele, zawsze wspaniale motywuje. I to, że mają ogromne, czasami dużo większe problemy niż ja. Mówimy o jednym z moich najlepszych przyjaciół. Daje mi fajną energię, kiedy widzę, jak każdego dnia toczy swoją walkę.

Zdarzało ci się pomyśleć "może wcale nie znalazłem się w tak strasznym bagnie"?

Oczywiście. W życiu wszystko zależy od perspektywy, punktu widzenia.

Rozmawiałeś z Nikim Laudą, kiedy byłeś wypalony. Oglądasz Formułę 1, kojarzysz Roberta Kubicę?

Oczywiście, tak, znam jego historię.

Przejścia takich sportowców potrafią cię inspirować?

Myślę, że każdy sportowiec, każdy człowiek z historią, z marzeniami, może stać się pewnego rodzaju idolem. Albo wciąż cię motywować. Nie ma jednej osoby, jest wiele takich, które mają wspaniałe życie.

Wspominałeś, że wraz z wiekiem zmieniają się cele. Idole także?

Jasne! Wygrałem najwięcej konkursów Pucharu Świata w historii. Nie ma już żadnych idoli, czasami to trochę kłopotliwe. (śmiech) Musiałem zmienić perspektywę, powiedzieć sobie "okej, kto mógłby być idolem? Może ktoś, kto czasami zmaga się z przeciwnościami, kto jest dobrym wojownikiem". Teraz jest choćby Kamil Stoch, który przez półtora roku przeżywał kryzys, a teraz wrócił w wielkim stylu. On także mnie motywuje. W życiu wszystko kręci się wokół perspektywy i punktu odniesienia.

Doszedłeś do takiego momentu życia, w którym robisz wszystko dla siebie?

Tak. I cieszę się z tego.

Czy właśnie o to chodziło, żebyś na nowo zaczął się cieszyć skokami?

Tak mi się wydaje. Nie możesz być maszyną, musisz być normalnym człowiekiem. Musisz pamiętać, że wszystko co robisz, robisz dla siebie samego, dla nikogo innego.

Gdybyś miał wybrać swoje jedno największe osiągniecie w życiu, niekoniecznie na skoczni...

Myślę, że jeszcze go nie osiągnąłem.

Masz na myśli sport czy raczej życie osobiste.

Nie mam pewności. Wciąż jestem bardzo młodą osobą, przede mną całe życie, trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Zmieniłeś podejście do życia?

Oczywiście, przeszedłem przez wiele doświadczeń. W bardzo młodym wieku startowałem w Pucharze Świata, wszystko było nowe, ale i nie do końca łatwe. Z każdym zdobytym doświadczeniem stajesz się mocniejszy i inaczej patrzysz na świat.

Kiedy byłeś szczęśliwszy, w 2009, 2010 roku, kiedy wygrywałeś wszystko, jak leci, czy teraz, kiedy właściwie już nic nie musisz?

Co znaczy według ciebie słowo szczęśliwy?

Kiedy nie odczuwasz problemów, cieszysz się życiem...

I właśnie to jest odpowiedź! Jestem teraz bardzo szczęśliwy.

Czyli nie zawsze sukces jest wyznacznikiem szczęścia.

Sukces to pewna droga. Kiedy odnosisz sukcesy, to oczywiście wspaniałe dla kariery sportowca. Ale możesz być szczęśliwy, spełniać się, przeżywać piękne chwile każdego dnia. Kładziesz się spać z uśmiechem na twarzy i mówisz sobie "to był udany dzień, było świetnie, doświadczyłem niesamowitych emocji". Właśnie to jest sukces.

Z jakim nastawieniem wystartujesz w Pjongczangu?

Zobaczymy.

Wciąż myślisz o fotografii, designie?

Tak, to też pewna opcja, ale w tym momencie koncentruję się na skokach narciarskich. A później podejmę decyzję, jaką drogą podążę. Na razie jestem naprawdę zmotywowany, czuję się świeżo. Na razie mam w planach 2019 roku, mistrzostwa świata u siebie, w Seefeld. Ale potrafię sobie wyobrazić, że pociągnę jeszcze przez kolejne cztery lata, aż do następnych igrzysk olimpijskich.

Co będzie decydujące, kiedy siądziesz i zaczniesz myśleć o przyszłości.

Uczucia i emocje. Na wyniki nie będę patrzył.

Z Gregorem Schlierenzauerem rozmawiał Antoni Cichy

*Simon Wallner – niepełnosprawny austriacki narciarz, przyjaciel Gregora Schlierenzauera.