08 listopada 2018
14:42
Dominik Formela
By to, co dla nas jest zwyczajne, nie musiało już być marzeniem - pomoc dla Szymona Olka

Szymon Olek to 16-letni mieszkaniec Wilkowic w województwie śląskim, który swoją przyszłość wiązał z karierą skoczka narciarskiego. Marzenia o zastaniu następcą Adama Małysza czy Kamila Stocha przerwało wydarzenie z lutego 2014 roku, gdy młody sportowiec nieszczęśliwie upadł podczas zawodów z cyklu LOTOS Cup.

Szymon od zawsze kochał narty, a jego pasją były skoki narciarskie, które trenował od 7. roku życia. Po czterech latach ciężkiej pracy na skoczni, w czasie zawodów w Zakopanem przewrócił się i doznał rozległego wylewu krwi do mózgu.

- Czułam wtedy ogromny lęk. Nie wiedziałam, w jakim stanie będzie Szymon, kiedy będzie mógł już wyjść ze szpitala... Wszystkiego musiał nauczyć się od nowa. Siedzieć, wstawać czy chodzić. Fakt, że się udało, zawdzięcza swojej ciężkiej pracy i determinacji. Szymon marzy, by być sprawnym, jak kiedyś. Może to osiągnąć dzięki zabiegowi fibrotomii i dalszej rehabilitacji. Kwoty związane z leczeniem Szymona są dla mnie ogromne. Dlatego bardzo Was proszę, pomóżcie mi i Szymonowi dalej walczyć o sprawność! - mówi mama skoczka, Pani Katarzyna.

KLIKNIJ >>>TUTAJ<<<, ABY PRZEJŚĆ DO ZBIÓRKI PIENIĘDZY NA LECZENIE SZYMONA OLKA

Oto kilka słów od samego Szymona:

Urodziłem się 24 maja 2002 roku. Od małego szybko rozwijałem się ruchowo, wszędzie się wspinałem, wchodziłem. Kiedy miałem 5,5 roku dostałem pierwsze narty. Szybko nauczyłem się na nich jeździć. Sam wykombinowałem jak się hamuje i skręca.Marzyłem o lataniu jak ptak. Mówiłem: "jak Pan Bóg mnie tak bardzo kocha, to dlaczego nie dał mi skrzydeł...?" Potem chciałem latać jak Adam Małysz...

W wieku 7,5 lat zacząłem skakać na nartach w Klubie Klimczok-Bystra. Wytrwale trenowałem przez cztery lata. Miałem zamiar pójść do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Buczkowicach, której dyrektorem był i jest mój trener Pan Jarek Konior.

25 lutego 2014 roku podczas zawodów Lotos Cup w Zakopanem, po wylądowaniu przewróciłem się. Nastąpił wylew krwi do mózgu. Walczyłem o życie w szpitalu w Krakowie Prokocimiu. Kilkakrotnie byłem operowany. Leżałem w szpitalach pięć miesięcy. Po powrocie zacząłem intensywną i bolesną rehabilitację w najlepszych, prywatnych ośrodkach dostępnych w naszej okolicy, aby pokonać niedowład i wrócić do normalnego życia. Uczyłem się wyraźnie i głośno mówić, siedzieć, wstawać i wreszcie chodzić, ale także klękać, chodzić na czworakach itp. Rehabilitanci mówią, że robię szybkie i duże postępy, ale dla mnie trwa to bardzo długo.

Na swojej trudnej drodze spotykam stale wielu dobrych ludzi. To dzięki nim mogę być rehabilitowany prywatnie przez 3,5 godziny dziennie (koszt ok. 5000 zł miesięcznie). Należą do nich min. Kamil Stoch, który pierwszy pospieszył z pomocą, oraz Bank PKO BP, który sponsorował półmaraton w Tychach. Pobiegło tam dla mnie ok. 250 osób, co pozwoliło na opłacenie czterech miesięcy rehabilitacji. Pomaga mi także Polski Związek Narciarski, Klub Klimczok-Bystra, Stowarzyszenie Wrota Beskidów, Szkoła Mistrzosta Sportowego w Zakopanem i wielu ludzi, których nie znam, a którzy przekazali na moją rehabilitację swój 1% podatku. Wszystkim serdecznie dziękuję.